poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Podkładki

Odrobina wolnego czasu i resztki bawełnianych włóczek - tak właśnie powstały podkładki pod kubeczki. Tym razem są okragłe - przynajmniej takie miały być.

Wersja turkusowo - brązowa














oraz taka niby marynarska w trakcie pracy


a tutaj razem

poniedziałek, 19 lipca 2010

Czas na ogórki

Udało mi się zapisać na pierwsze w życiu candy oraz umieścić o nim informację na moim blogu - robię postępy. Jednak to nie koniec sukcesów. Miałam pracowity dzień, 10 kilogramów ogórków już w słoikach, zakiszone według przepisu mojej babci Jadwigi. Na dno słoika dajemy koszyczki kopru, ząbki czosnku, korzeń chrzanu i liść wiśni. Układamy ogóreczki i zalewamy przegotowaną wodą z solą, w proporcjach dwie łyżki soli na litr wody. Wyszło mi piętnaście słoików, tzw. weków pod gumę. Miło sobie na nie popatrzeć, bo jeszcze stoją na stole w kuchni, dopiero jutro zaniosę je do komórki.


Wszystkim, którzy poświęcają się o tej porze roku domowym przetworom i zaprawom życzę miłej pracy.

środa, 7 lipca 2010

Sernik z ...

Oryginalny przepis jest następujący:


SERNIK Z BRZOSKWINIAMI



Ciasto:
25 dag margaryny, 3 łyżki cukru, 3 żółtka, 3 szklanki maki, 3 łyżeczki proszku do pieczenia
Masa serowa:
75 dag sera, 2 żółtka, 1 jajko, 1 budyń waniliowy, 10 dag masła, 0,5 szklanki cukru pudru, brzoskwinie z syropu, sok z cytryny
Masa białkowa:
5 białek, ¾ szklanki cukru pudru, 1 łyżka mąki ziemniaczanej
Sposób wykonania:
Składniki przeznaczone na ciasto zagnieść. ¾ ciasta wyłożyć na blachę wysmarowaną tłuszczem (ja jeszcze wykładam blachę papierem do pieczenia, jak widać na załączonym obrazku). Pozostałą część ciasta schłodzić. Masło utrzeć na puszystą masę, dodając cukier, żółtka i jajko. Dodać pozostałe składniki i dokładnie wymieszać. Masę wylać na ciasto a następnie rozłożyć owoce. Białka ubić na sztywną pianę, dodać cukier i mąkę ziemniaczaną. Masę wyłożyć na ciasto. Na wierzch zetrzeć na tarce o grubych oczkach resztę ciasta. Piec ok. 50 minut w 180 stopni Celsjusza. Ostudzone ciasto można polukrować lub posypać cukrem pudrem.


Ponieważ jest sezon na truskawki, więc zastąpiłam nimi brzoskwinie i też się udało.






Wygląda może mało apetycznie ale jest pyszne.

czwartek, 1 lipca 2010

Modlitwa za nowy dom

Nasz domek już nie jest taki nowy, bo mieszkamy w nim od ponad trzech lat. Czas leci nieubłaganie. Pamiętam kiedy zaczynaliśmy budowę, na działce obok domu moich rodziców, u których mieszkaliśmy po ślubie. Cieszyłam się z zalanych fundamentów i jednocześnie przerażała mnie myśl ile trzeba jeszcze pracy i ile czasu to potrwa a ja chciałabym już teraz, w tej chwili, jak mała kapryśna dziewczynka.
Przeprowadzka musiała wyglądać komicznie, bo ze względu na bardzo małą odległość nie bawiliśmy się w wielkie pakowanie, tylko przenosiliśmy nasze sprzęty na rękach, ubrań nawet nie było potrzeby zdejmować z wieszaków. Ta ogromna radość, że się udało i że będziemy mieszkać u siebie. Wszystko działo się tak szybko, budowa i wykańczanie w pospiechu, bo materiały drożały w zastraszającym tempie. Chyba dopiero teraz po tych ponad trzech latach, przyszła pora i czas na to aby spokojnie "dopieszczać" nasz domek.
Najpierw planowałam oprawić samą kartkę, którą dostaliśmy po przeprowadzce - uwieczniona na zdjęciu



Jednak dodałam coś od siebie i oto efekty:

w przygotowaniu



na ścianie



a tu nieco bliżej



Widać moje krzywe bazgroły - tak się starałam, a wyszło jak zwykle. Jednak tak chyba miało być - odręcznie i niedoskonale.

wtorek, 29 czerwca 2010

Moje zdobycze

Kolejne moje odkrycie - w lumpeksie, do którego chodzę już od jakiegoś czasu można kupić ładne zasłony. Te, które prezentuję były w dobrym stanie i idealnie będą pasowały do pokoiku mojej córci. Wyprane, jedna już na oknie



a druga w trakcie prasowania






Upolowałem jeszcze dwie, ale pokażę je później, bo chcę je przerobić na bieżnik i poduszki na kanapę do salonu.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Jestem zadowolona...


Jestem zadowolona, bo ... nareszcie udało mi się coś zacząć i skończyć. Oto moje sześć podkładek pod kubki. W planie jeszcze jedna większa pod dzbanuszek.
Ale to nie koniec sukcesów, zmobilizowałam się i mam zamiar skończyć dawno temu zaczętą JASZCZURKĘ - obrazek. Malowania zostało niewiele, ale muszę poczekać na zamówiony środek który ma owe "dzieło" zabezpieczyć.

sobota, 29 maja 2010

Policja ...

No i wekend popsuty.
Wróciłam z pracy zadowolona i szczęśliwa, bo to w końcu piątek. Piję kawę z opiekunką mojej córci a tu nagle dzwonek do drzwi. Otwieram i oczom nie wierzę Pan Posterunkowy/Dzielnicowy. W pierwszej chwili, pewnie zrobili mi fotkę, ale dlaczego przychodzi wręczyć ją osobiście? Słucham co Pan mi opowiada i jak przez mgłę zaczyna do mnie docierać, że jestem oskarżona o spowodowanie kolizji. Myślę albo udaje że myślę, bo z wrażenia usiadłam. Miejsce i godzina - chyba się zgadzają, bo to właśnie o tej porze odwożę tam moją mamę do pracy. Nagle olśniewa mnie - przecież pan mówi o poniedziałku a w tym dniu tygodnia ja mam później do pracy i mamy nie podwożę. No i jeszcze jedno z zeznań świadka wynika czarno na białym, że tą kolizję spowodowałam samochodem męża - niemożliwe. Samochodu męża nie dotykam od miesiąca kiedy to wyjeżdżając z garażu w bramie nie zmieściło się jedno z bocznych lusterek. Ktoś mnie wrabia? Nie jestem sławna, aby bawić się ze mną w ukrytą kamerę! O co tu chodzi? Żarty, ale dlaczego moim kosztem? No i ten naoczny świadek - podał numery rejestracyjne samochodu męża i stwierdził, że prowadziła go kobieta w moim wieku. Tym Pan Posterunkowy także mnie zaskoczył, bo zawsze myślałam, że nie wyglądam na swój wiek. Złożyłam zeznania, podpis i mam czekać. Ile czekać i na co? Jestem niewinna ......... Ale kogo to obchodzi, mam popsuty dzień, zdenerwowałam się i jestem zła, bo jakaś łajza zeznała, że mnie tam widziała a to niemożliwe. I co ja mam robić?