środa, 29 listopada 2017

Grafika do pokoju syna

Czym ozdobić ścianę nastoletniego syna? Podobają mi się czarno białe grafiki, niestety te ładniejsze są bardzo drogie a te mniej urocze niezbyt mi pasują. Potrzeba matką wynalazku i wymyśliłam sobie, że kupię tani obrazek, wyjmę co niepotrzebne i narysuję to co mi pasuje. Mi może podpasowało a syn stwierdził „nieźle”. Chociaż tłumacze sobie, że z ust nastolatka to i tak komplement a po drugie dobrze, że ma swój styl i gust a krytykę potrafi delikatnie przekazać rodzicielce. Miło z jego strony. Do drugiego rysunku otrzymałam dokładne wytyczne, bo będą dwa. Druga z pewnością typowo męska i nie mam pojęcia czy jedno z drugim można powiesić obok siebie, ale zaryzykuję to w końcu jego pokój.

To co narysowałam w kolejnych etapach wygląda następująco. Jako wzór wykorzystałam rysunek z sieci, to ten kolorowy.


Szkic wykonałam ołówkiem.



A tutaj oprawiony w ramce.


Drugi rysunek będzie o tematyce militarnej, jednak zabiorę się za niego chyba dopiero po świętach, teraz trzeba pomyśleć o dekoracjach domu, by wprowadzić świąteczny nastrój. Uwielbiam ten okres przygotowań.

poniedziałek, 9 października 2017

Zioła i trawy, czy przetrwają zimę?

Jesień taka jak dzisiejszego dnia jest dla mnie wspaniała. 


Słońce świeci i wreszcie nie pada, aż chce się wyjść na dwór. Trzeba przygotować ogród na zimę, która z każdym dniem jest już coraz bliżej. Niedługo zaczną się przymrozki, które oznaczają koniec dla części roślin z mojego ogródka. Zastanawiam się co zrobić z ziołami a także skrzyniami z balkonu. W tym roku miałam na balkonie trochę traw w skrzyniach. 


Nie wiem jak je zabezpieczyć przed chłodami. Zastanawiam się czy w ogóle jest dl nich ratunek, czy są w stanie przezimować i czy mogę coś dla nich zrobić aby im pomóc przetrwać. Niestety nie byłam przezorna i nie zapisałam sobie jakie to gatunki. Myślę, że całych donic nie będę nigdzie wstawiała, bo nawet nie mam zbytnio gdzie. Chyba pozostaje jedynie okrycie i czekanie na rezultaty tych zabiegów do wiosny. Podobne dylematy mam co do mojego doniczkowo – skrzyniowego ogródka ziołowego. 



W ubiegłym roku udało mi się przezimować doniczkę z rozmarynem na parapecie kuchennym. Jedynym problemem był biały nalot na gałązkach, ale okazało się że rozmaryn tak reaguje na nadmierne podlewanie. Po ograniczeniu ilości wody problem całkowicie ustąpił i roślinka przetrwała. Miałam nawet z niej sporą ilość zioła do przyprawiania i dekorowania potraw. Przez okres wiosenno – letni mój rozmaryn się zregenerował i wypuścił ładne pędy, w tym sezonie również chcę powtórzyć ubiegłoroczny rytuał. Podobne liść laurowy posadziłam w oddzielnej donicy i chcę go schować do domu przed nadejściem przymrozków, ale co z całą resztą? Zastanawiam się co z cząbrem górskim, ładnie mi rośnie w skrzyneczce, ale chyba podzieli los tymianku i pozostanie po nim jedynie zdjęcie. Czy okrywanie tych ziół ma w ogóle jakiś sens? No i przede wszystkim jak to fachowo zrobić? Nie jestem zwolenniczką włóknin i tym podobnych wynalazków ze sklepów ogrodniczych, preferuję raczej bardziej naturalne materiały. Myślę, że skorzystam z iglastych gałązek oraz liści z ogrodu. Zobaczymy na wiosnę co z tego wyniknie. Wszystkim ogrodnikom, tym doświadczonym jak i tym mniej zorientowanym jak ja, życzę dużo zadowolenia z jesiennych prac.

sobota, 7 października 2017

Nowe życie kresła

Krzesło z sieciówki, pozostała trójka miała nieco więcej szczęścia. Ten biedaczek najpierw dostał cios brzeszczotem w siedzisko a później farby i tynki zrobiły swoje.
Nie jest to dzieło sztuki ani pokaz kunsztu tapicerskiego, jednak zostało uratowane. Pierwszy etap to czyszczenie, szlifowanie, woskowanie i polerowanie. Na siedzisko wykorzystałam resztkę gąbki tapicerskiej, fizelinę i lniany worek wojskowy. Założenie było takie, by wykorzystać resztki i to co pod ręką w domu. Krzesło z piwnicy trafiło na poddasze syna.

piątek, 28 września 2012

po kaszubsku



Już od jakiegoś czasu podobają mi się wszystkie folklorystyczne dodatki (zwłaszcza te materiałowe) do domu. Poduszki i zazdroski z haftami o serwetach już nawet nie wspomnę. Mieszkam na Kaszubach wiec te motywy oczywiście najbardziej przypadły mi do gustu. Wyszperałam stare i zapomniane wzory, z których kiedyś korzystała moja mama i wybrałam coś dla siebie. Moja pierwsza kaszubska serwetka rozpoczęta.

środek

czwartek, 27 września 2012

malutki recykling


Wprawdzie rok szkolny już dawno się rozpoczął i szkolna oraz przedszkolna maszyna ruszyła to jeszcze czasami czegoś tam brakuje. Z tego to własnie powodu powstał woreczek na strój do rytmiki. Jest wprawdzie mały, ale właścicielka a co za tym idzie także jej strój także są jeszcze mali. Oto on, powstał z pleców starej bluzki i kawałka bardzo taniej tkaniny z IKEA.


Jak już udało mi się uruchomić maszynę do szycia, porozkładać te kabelki, ponawlekać igły to jeszcze udało mi się doprowadzić spodnie córki do stanu używalności. Kupiłam jakiś czas temu bardzo okazyjnie, mało zniszczone dżinsy w lumpeksie. Jednak po przymiarce okazały się biodrówkami. Zupełnie nie nadawały się do noszenia przez moje dziecko. Ciągle odkryte plecy, a w punktach krytycznych nawet pośladki. Jednym słowem bardzo niewygodne. Wszyłam górną część od rajstopek, które były już zbyt krótkie.


Z reszty tych rajstopek powstały dwie długie skarpetki lub podkolanówki jak kto woli.

sobota, 31 marca 2012

Za tydzień Wielkanoc

Pogoda szaleje, za oknem w ciągu jednego dnia potrafi padać deszcz, śnieg, grad i szaleć porwisty wiatr, po czym po chwili wychodzi piękne słońce i rozgrzewa wszystko wokół. Słońce zachęca do wyjścia na dwór i zajęcia się ogrodem, niestety to dzisiaj niemożliwe, bo już po kilku minutach następuje zmiana pogody i trzeba uciekać przed wszelkiego rodzaju opadami. Trudno ogród musi poczekać, może w przyszłym tygodniu – chociaż nie wiem czy przedświąteczne przygotowania na to pozwolą. Powoli przygotowuję się do Wielkanocy, zaczęłam od małego stroika na stół i od razu zrobiło się wiosennie i weselej, pomyśleć że to tylko kilka kwiatków, gałązek i mchu. 
Pozdrawiam i życzę miłych spotkań z Panią Wiosną, a ja biegnę dalej postarać się tej wiosny, zaprosić jeszcze więcej do domu. 

czwartek, 9 lutego 2012

Jeż

Pierwotnie miał to być dywanik do łazienki.
Sposób wykonania znalazłam tutaj. Ochoczo zabrałam się do pracy. Najpierw mały przegląd szaf z ubraniami, zwłaszcza tej mężusia, bo on używa najwięcej bawełnianych koszulek. Mozolne wycinanie paseczków, a potem już tylko supełki. W trakcie robienia tych supełków córcia nazwała dywanik jeżem i tak narodził się pomysł. Jeszcze jedna koszulka męża została poddana obróbce i mamy Pana Jeża.



Problem pojawił się z wypełnieniem. Początkowo zaczęłam go napychać pozostałymi paseczkami, ale zwierz zrobił się strasznie ciężki. Wypełnienie z poduszki okazało się znacznie lepsze, przede wszystkim lżejsze oraz milsze.

piątek, 3 lutego 2012

Pigwówka

Może to nie pora na robienie nalewek, ale ja dopiero dziś zlałam moją do butelek. Zaczęłam ją robić w październiku. Pozbawione nasion i rozdrobnione owoce pigwy zalałam 0,5 litra spirytusu i taką sama ilością wódki. Stało sobie na parapecie w słoju przez dwa tygodnie. Po tym czasie zlałam płyn, a pozostałe cząstki owoców zasypałam cukrem, ok. 3/4 kilograma. Stało przez dwa tygodnie aż cały cukier się rozpuścił. Znowu zlałam i połączyła oba płyny. Stało sobie tak do lutego i się "przegryzało". Teraz już rozlane w butelkach czeka na specjalną okazję.
Oczywiście przy pracy zdążyłam odrobinkę posmakować, świetnie rozgrzewa przy takim mrozie jaki panuje na zewnątrz.

wtorek, 3 stycznia 2012

Przepis na chleb

Mam dosyć tego czegoś ze sklepu co śmią nazywać chlebem. Ostatnimi czasy zauważyłam, że moi domownicy jedzą coraz mniej pieczywa, całe jego mnóstwo czerstwieje w chlebaku (jak dobrze, bo zazwyczaj zanim wyschnie pokrywa się pleśnią). Nie wiem czego oni tam dodają, ale aż strach pomyśleć. Z zamiarem samodzielnego pieczenia chleba nosiłam się już od dawna dawna. Samodzielne wyrabianie ciasta jak wiadomo jest bardzo męczące i czasochłonne, więc jak tu przynajmniej co drugi dzień tym się zająć. Moja maszyna do wypieku niestety nie spełniła moich oczekiwań. Główny problem to to, że pomimo dopiekania chlebek nadal był zbyt jasny a czasami nawet częściowo surowy. Wpadłam jednak na pomysł  aby maszynie pozostawić wyrobienie ciasta a pieczenie wykonać w piekarniku. Sprawdziło się, chlebek wychodzi idealny, taki jak lubię. Korzystam z przepisu od mojej koleżanki Basi, oto on:

Chlebek Basi
300g maki żytniej
600g mąki pszennej
0,5 litra wody
2 łyżki oliwy
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
20g drożdży.

Ponieważ moja maszyna jest mała, ma tylko jedno mieszadło, więc piekę chlebek z połowy porcji. Oczywiście przepis można wzbogacać różnego rodzaju dodatkami. Dzisiaj upiekłam taki z nasionkami (słonecznik, dynia, siemie lniane) a część mąki zastąpiłam otrębami orkiszowymi. Wyszedł niezły. 
W zachwyt wprawiło mnie zaopatrzenie sklepu w różnego rodzaju mąki i dodatki do chleba. Pewnie takich, którym te gąbczaste wypieki chlebopodobne przestały smakować jest więcej.

niedziela, 1 stycznia 2012

Szczęśliwego Nowego Roku

Niech Nowy 2012 Rok przyniesie dużo szczęścia, miłych niespodzianek i obfituje w wiele twórczych pomysłów oraz da siłę na przetrwanie wszystkich trudności jakie przyniesie. Wszystkiego najlepszego!



Choineczka wyszła mi dosyć ciężka, więc zamiast wylądować na wcześniej przygotowanym patyku musiała zająć miejsce na glinianym garncu. Oczywiście nie obyło się bez wypadków, na kciuku wielgaśny bąbel po poparzeniu klejem. Całe szczęście, że chociaż już nie boli a mało estetyczny wygląd da się jakoś przeżyć.

niedziela, 4 grudnia 2011

niedziela, 27 listopada 2011

Adwent


I zaczęło się odliczanie .... Dla mnie to czas magiczny i chyba jedyny okres w roku, kiedy ludzie masowo pragną stać się lepsi. Perspektywa świąt tak głęboko wpisanych w naszą tradycję na pewno do tego zachęca. 


sobota, 15 stycznia 2011

Westchnienia do Pani Zimy

Szaro, smutno, plucha - nic się nie chce. Najlepiej bym się gdzieś schowała, otuliła ciepłym kocem i wszystko to przespała. Ja nawet nie pragnę wiosny, a tym bardziej lata, ja teraz potrzebuję siarczystych mrozów i skrzypiącego pod butami sniegu. Mój bilogiczny zegar domaga się prawdziwej zimy, a nie takiej co wzdycha wiosennym powietrzem a może nawet jesiennym, przepełnionym wilgocią, szarością i zapachem obumarłych roślin. Zimo wracaj! Może mnie usłyszy i zaatakuje ponownie?
Trzeba być przygotowanym. Kupiłam sobie nową skrobaczkę do samochodu, całkiem fajna, bo z jednej strony ma łopatkę a z drugiej miotełkę do puszystego śniegu. Dla córci zrobiłam krótkie getry, aby małe nóżki nie marzły.  

 








A tutaj na Modelce, która nie chce jeszcze współpracować. Trzeba za nią biegać z aparatem i prosić.


niedziela, 2 stycznia 2011

Życzenia

Pierwsze dni Nowego Roku to często okres postanowień i składania sobie obietmic. Życzę więc Wszystkim pomysłowości w wymyślaniu i wytyczaniu dla siebie celów a w szczególnosci sił na ich realizację i wytrwałości!!! A sobie życzę wiecej wolnego czasu i ...

Poniżej moje choinkowe zawieszki, inspiracją były woreczki z Sielankowo









Pomyślności w Nowym 2011 Roku!!!

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Zakładki

Nadal bawię się filcem. Znalazłam też zastosowanie dla koralików, które zalegają w szufladzie biurka, bo minęła mi ochota na robienie korali (mam nadzieję, że jesienią wróci). Ten materiał jest naprawdę wdzięczny, lubię go.

A oto moje zakładki, strona prawa


tutaj trochę bliżej


i strona lewa


Jedzenie z filcu

Chyba nie spodziewałam się, że będzie mi dane robienie czegokolwiek z filcu. Pewnie dlatego, że ten materiał dziwnie mi się kojarzył – raczej z szarością i nudą. Pierwsza rzecz jaka mi przychodziła do głowy po usłyszeniu tego słowa to taka szara ścierka recyklingowa do podłogi. Jednak to się zmieniło, obecnie można kupić śliczny, nasycony żywymi barwami filc, który aż się prosi, aby coś z nim zrobić. No, ale co?

Bardzo często zaglądam do Cubasi na stronie www.filcaki.blogspot.com – można paść z zachwytu, mnóstwo rzeczy zrobionych z filcu. Już jakiś czas temu wpadło mi w oko jedzenie i oto efekty

Przydałby się jeszcze plasterek pomidorka, wędlinki, itp., ale może następnym razem a taki na pewno będzie, bo wierzcie mi - filc wciąga.

Podkładki

Odrobina wolnego czasu i resztki bawełnianych włóczek - tak właśnie powstały podkładki pod kubeczki. Tym razem są okragłe - przynajmniej takie miały być.

Wersja turkusowo - brązowa














oraz taka niby marynarska w trakcie pracy


a tutaj razem

poniedziałek, 19 lipca 2010

Czas na ogórki

Udało mi się zapisać na pierwsze w życiu candy oraz umieścić o nim informację na moim blogu - robię postępy. Jednak to nie koniec sukcesów. Miałam pracowity dzień, 10 kilogramów ogórków już w słoikach, zakiszone według przepisu mojej babci Jadwigi. Na dno słoika dajemy koszyczki kopru, ząbki czosnku, korzeń chrzanu i liść wiśni. Układamy ogóreczki i zalewamy przegotowaną wodą z solą, w proporcjach dwie łyżki soli na litr wody. Wyszło mi piętnaście słoików, tzw. weków pod gumę. Miło sobie na nie popatrzeć, bo jeszcze stoją na stole w kuchni, dopiero jutro zaniosę je do komórki.


Wszystkim, którzy poświęcają się o tej porze roku domowym przetworom i zaprawom życzę miłej pracy.

środa, 7 lipca 2010

Sernik z ...

Oryginalny przepis jest następujący:


SERNIK Z BRZOSKWINIAMI



Ciasto:
25 dag margaryny, 3 łyżki cukru, 3 żółtka, 3 szklanki maki, 3 łyżeczki proszku do pieczenia
Masa serowa:
75 dag sera, 2 żółtka, 1 jajko, 1 budyń waniliowy, 10 dag masła, 0,5 szklanki cukru pudru, brzoskwinie z syropu, sok z cytryny
Masa białkowa:
5 białek, ¾ szklanki cukru pudru, 1 łyżka mąki ziemniaczanej
Sposób wykonania:
Składniki przeznaczone na ciasto zagnieść. ¾ ciasta wyłożyć na blachę wysmarowaną tłuszczem (ja jeszcze wykładam blachę papierem do pieczenia, jak widać na załączonym obrazku). Pozostałą część ciasta schłodzić. Masło utrzeć na puszystą masę, dodając cukier, żółtka i jajko. Dodać pozostałe składniki i dokładnie wymieszać. Masę wylać na ciasto a następnie rozłożyć owoce. Białka ubić na sztywną pianę, dodać cukier i mąkę ziemniaczaną. Masę wyłożyć na ciasto. Na wierzch zetrzeć na tarce o grubych oczkach resztę ciasta. Piec ok. 50 minut w 180 stopni Celsjusza. Ostudzone ciasto można polukrować lub posypać cukrem pudrem.


Ponieważ jest sezon na truskawki, więc zastąpiłam nimi brzoskwinie i też się udało.






Wygląda może mało apetycznie ale jest pyszne.

czwartek, 1 lipca 2010

Modlitwa za nowy dom

Nasz domek już nie jest taki nowy, bo mieszkamy w nim od ponad trzech lat. Czas leci nieubłaganie. Pamiętam kiedy zaczynaliśmy budowę, na działce obok domu moich rodziców, u których mieszkaliśmy po ślubie. Cieszyłam się z zalanych fundamentów i jednocześnie przerażała mnie myśl ile trzeba jeszcze pracy i ile czasu to potrwa a ja chciałabym już teraz, w tej chwili, jak mała kapryśna dziewczynka.
Przeprowadzka musiała wyglądać komicznie, bo ze względu na bardzo małą odległość nie bawiliśmy się w wielkie pakowanie, tylko przenosiliśmy nasze sprzęty na rękach, ubrań nawet nie było potrzeby zdejmować z wieszaków. Ta ogromna radość, że się udało i że będziemy mieszkać u siebie. Wszystko działo się tak szybko, budowa i wykańczanie w pospiechu, bo materiały drożały w zastraszającym tempie. Chyba dopiero teraz po tych ponad trzech latach, przyszła pora i czas na to aby spokojnie "dopieszczać" nasz domek.
Najpierw planowałam oprawić samą kartkę, którą dostaliśmy po przeprowadzce - uwieczniona na zdjęciu



Jednak dodałam coś od siebie i oto efekty:

w przygotowaniu



na ścianie



a tu nieco bliżej



Widać moje krzywe bazgroły - tak się starałam, a wyszło jak zwykle. Jednak tak chyba miało być - odręcznie i niedoskonale.